Odbiór strony internetowej. Co sprawdzić samemu, zanim podpiszecie protokół

Wykonawca mówi, że strona jest gotowa. Zanim podpiszecie protokół, sprawdźcie w jedno popołudnie formularze, telefon, domenę i dostępy. Bez programisty.

Wykonawca pisze, że strona jest gotowa, i przysyła link. Na laptopie wygląda dobrze, więc kusi, żeby odpisać „akceptuję” i mieć sprawę z głowy. A odbiór strony internetowej to ostatni moment, w którym poprawki są oczywiste dla obu stron.

Po podpisaniu protokołu każda zmiana zaczyna się od rozmowy o tym, czy była w zakresie. Większość rzeczy z tej listy sprawdzicie sami w jedno popołudnie, bez programisty.

Odbiór strony internetowej zaczyna się od telefonu

Zacznijcie od szybkości. Wejdźcie na pagespeed.web.dev, wklejcie adres i patrzcie na wynik dla telefonu, bo test Google pokazuje osobno telefon i komputer. Zielona strefa zaczyna się od 90 i to wystarczy. Gonienie za setką rzadko zmienia coś, co zauważy klient.

Wynik to pomiar z danego dnia, a nie obietnica. Ten sam test puszczony dwa razy potrafi dać różne liczby, bo sieć i serwer za każdym razem są w trochę innym stanie. Dlatego do protokołu najlepiej wpisać wynik razem z datą.

Potem weźcie do ręki własny telefon, a nie zmniejszone okno przeglądarki na komputerze. Tekst ma być czytelny bez powiększania, menu ma się otwierać i zamykać, a strona nie może uciekać na boki. Dotknijcie też numeru telefonu w stopce. Powinien od razu otworzyć ekran dzwonienia.

Formularze i polityka prywatności

Wypełnijcie każdy formularz na stronie i naprawdę go wyślijcie. Potem otwórzcie skrzynkę, na którą mają trafiać zgłoszenia, czyli tę, którą faktycznie czytacie na co dzień. Zajrzyjcie też do spamu.

Komunikat „Dziękujemy, wiadomość wysłana” niczego nie dowodzi. Strona potrafi go pokazać, a wiadomość nigdy nie dociera, bo wysyłka poczty nie została skonfigurowana albo zgłoszenia wciąż idą na testowy adres wykonawcy.

Przy formularzu powinna być krótka informacja o tym, co dzieje się z danymi, i link do polityki prywatności. Sprawdźcie, czy polityka w ogóle istnieje i czy jest w niej nazwa Waszej firmy, a nie tekst przeniesiony z innej strony. Czy jej treść jest poprawna, warto sprawdzić z prawnikiem. To nie jest pytanie do programisty.

SSL, domena i dostępy

Kłódka przy adresie oznacza, że połączenie jest szyfrowane. Wpiszcie adres z samym http na początku, bez litery s, i zobaczcie, czy przeglądarka sama przeniesie Was na https. Przeklikajcie też kilka podstron, bo ostrzeżenie czasem pojawia się dopiero głębiej.

Domena powinna być zarejestrowana na Was. Dla domen .pl publiczna wyszukiwarka WHOIS na dns.pl pokazuje rejestratora, datę odnowienia i to, czy abonentem jest osoba czy firma. Nazwy abonenta nie pokazuje. Abonenta zobaczycie na własnym koncie u rejestratora. Jeśli takiego konta nie macie, to też jest odpowiedź.

Przed podpisaniem protokołu powinniście mieć w ręku:

  • login do hostingu, założony na Wasz adres e-mail,
  • login do konta u rejestratora domeny,
  • konto administratora w panelu strony,
  • dostęp do kodu, najlepiej zaproszenie do repozytorium.

Zapytajcie jeszcze, gdzie leżą kopie zapasowe i kto je przywróci, gdy będzie trzeba. Kopia trzymana tylko na tym samym serwerze co strona nie pomoże, gdy padnie właśnie ten serwer.

Drobiazgi, które widać w pasku adresu

Dopiszcie do adresu strony coś, czego na pewno nie ma, na przykład /test-odbioru. Powinna pokazać się strona „nie znaleziono”. Jeśli zamiast niej otwiera się strona główna, dla Google wygląda to jak mnóstwo kopii strony głównej pod różnymi adresami.

Wpiszcie adres raz z www, raz bez. Obie wersje mają kończyć się na jednym i tym samym adresie w pasku. Gdy każda wersja zostaje pod swoim adresem, wyszukiwarka może je traktować jak dwie osobne strony.

Na koniec spójrzcie na nazwę karty w przeglądarce na kilku podstronach. To zwykle ten tytuł, który Google pokazuje w wynikach wyszukiwania. Każda podstrona powinna mieć własny tytuł, a jeśli wszędzie jest to samo albo nazwa szablonu, wpiszcie to do uwag. Krótkiego opisu dla Google w przeglądarce nie widać, więc o opisy podstron zapytajcie wykonawcę wprost.

Co sprawdzi za Was skan

Część tej listy sprawdza automatycznie nasz bezpłatny skan strony. Wpisujecie adres, a skan puszcza test Google PageSpeed i sprawdza SSL, nagłówki bezpieczeństwa, domenę, ustawienia poczty SPF i DMARC, podstawy SEO, sygnały dotyczące RODO i cookies oraz to, co widzą roboty wyszukiwarek i AI. To nie jest ocena prawna. Skan pokazuje, czego brakuje, a nie to, czy dokumenty są zgodne z przepisami.

Tego, czy formularze docierają do skrzynki i czy kopię da się przywrócić, żadne narzędzie z zewnątrz nie sprawdzi. To zostaje po Waszej stronie.

Spiszcie wszystkie uwagi w jednym mailu i wyślijcie go przed podpisaniem protokołu. Lista na piśmie zostaje załatwiona szybciej niż uwagi rzucane przez telefon.

Macie u siebie ten sam problem?

Zacznijcie od bezpłatnego skanu — pokaże, czy to, o czym mowa wyżej, dotyczy Waszej strony. Albo umówcie rozmowę i przejdziemy przez to razem.

lubZostaw numer — oddzwonię